W dyskusji o ustawie o zawodzie psychoterapeuty brakuje mi jednego podstawowego pytania: skąd wiemy, że psychoterapia rzeczywiście pomaga konkretnemu pacjentowi?
Z zainteresowaniem, ale i z żalem obserwuję debatę wokół regulacji zawodu psychoterapeuty. Zbyt często rozmowa o bezpieczeństwie pacjentów sprowadza się do sporów o wykształcenie bazowe, liczbę godzin szkolenia, certyfikaty i o to, która grupa zawodowa ma większe prawo do psychoterapii. Jeszcze bardziej martwią mnie argumenty ad personam i kwestionowanie kompetencji rozmówców zamiast odnoszenia się do ich argumentów.
Jako psychiatra, psychoterapeuta, psychoonkolog, a także wieloletni trener i superwizor psychoterapii nie mam wątpliwości, że solidne przygotowanie kliniczne, odpowiednie szkolenie, superwizja i jasne standardy etyczne są niezbędne. Ale to są przede wszystkim miary tego, co terapeuta wnosi do procesu. Nie mówią nam jeszcze, jaki jest wynik terapii u konkretnego pacjenta. Wiem to również z doświadczenia superwizora. Nawet kiedy podczas superwizji wspólnie oglądamy nagranie wideo całej sesji, widzimy zachowanie terapeuty i pacjenta oraz ich wzajemną interakcję, ale nadal nie wiemy, jak pacjent rzeczywiście doświadcza terapii i czy jego stan pomiędzy sesjami się poprawia. Tego nie da się wiarygodnie wywnioskować wyłącznie z obserwacji sesji.
Dlatego rutynowy pomiar efektów psychoterapii jest nie tylko dodatkowym zabezpieczeniem dla pacjenta. Może być również niezwykle cennym elementem samej superwizji. Superwizor otrzymuje wtedy nie tylko relację terapeuty i obserwację jego pracy, ale także systematyczną informację o tym, co dzieje się z pacjentem w trakcie leczenia.
Dlatego chciałbym, aby w przyszłej regulacji zawodu znalazł się obowiązek rutynowego monitorowania efektów psychoterapii za pomocą krótkich, zwalidowanych narzędzi — Routine Outcome Monitoring (ROM) — i wykorzystywania wyników do podejmowania decyzji klinicznych.
Nie jest to pomysł eksperymentalny. W NHS Talking Therapies w Anglii standaryzowane wyniki leczenia zbierane są session-by-session. Pozwala to pacjentowi i terapeucie obserwować przebieg terapii i odpowiednio wcześnie zauważyć, że poprawa nie następuje lub stan pacjenta się pogarsza. Zagregowane dane służą również ocenie jakości usług.
Nie proponuję zastąpienia wykształcenia, szkolenia, superwizji czy standardów etycznych pomiarem wyników. Przeciwnie — proponuję dostarczyć terapeucie i superwizorowi informacji, której bez systematycznego pomiaru po prostu nie mają.
kwalifikacje → standardy procesu → pomiar efektów → odpowiedzialność zawodowa
Regulacja powinna więc odpowiadać nie tylko na pytanie: „Kto może być psychoterapeutą?”, ale również: „skąd wiemy, że psychoterapia pomaga temu pacjentowi i co robimy, kiedy nie pomaga?” Dla mnie właśnie to jest jednym z najważniejszych wymiarów odpowiedzialności wobec pacjenta.